[...] jeszcze nigdy się nie wycofaliśmy. Wierzymy, że zawsze jest jakiś sposób, by pomóc.
Co osobiście skłoniło Pana do zaangażowania się w pracę humanitarną — czy był jakiś konkretny moment lub wydarzenie?
Po raz pierwszy pojechałem na granicę Tajlandii i Birmy w wieku dwudziestu kilku lat. Moja siostra prowadziła tam szkołę dla Birmańskich dzieci uchodźców. Zobaczyłem tamte warunki i usłyszałem o ludobójstwie, które miało miejsce w Birmie — złamało mi to serce. Spotkanie z tymi ludźmi twarzą w twarz uświadomiło mi, że to moi bracia i siostry, a to, co wtedy widziałem — pomaganie prześladowanym, karmienie głodnych, troska o chorych — było dokładnie tym, o czym czytałem w Biblii. I działo się to tuż przed moimi oczami.
Pomysł na dalsze zaangażowanie w pomoc humanitarną nabrał realnego kształtu, kiedy w 2016 roku miało miejsce trzęsienie ziemi w Nepalu. Siedziałem wtedy w kościele, a pastor zbierał datki na pomoc i powiedział: „Nie módl się o coś, jeśli nie jesteś gotowy sam być odpowiedzią na tę modlitwę”. I w tym momencie pomyślałem: „A co jeśli to ja powinienem lecieć do Nepalu, pomóc i zebrać pieniądze dla tych ludzi?”. Wielu mówiło mi, że jestem szalony, że powinien to zrobić ktoś inny, że nie mam kwalifikacji. Ale modliłem się i czułem, że to właśnie to. Poleciałem i zostałem tam miesiąc. Zrozumiałem wtedy, jak ogromna jest potrzeba, a jak niewielka reakcja świata na cierpienie ludzi.
Od tamtej pory, współpracując z organizacjami takimi jak Free Ranges, naszą własną organizacją Unity, kościołami i lokalnymi organizacjami na całym świecie, zacząłem zauważać te „luki” — miejsca, gdzie brakuje pomocy. Potem zacząłem pracować w obszarze przeciwdziałania handlowi ludźmi, z różnymi organizacjami, identyfikując te braki właśnie w kontekście handlu ludźmi. Zacząłem budować zespoły, które działają w tej sprawie, wspierając organy ścigania i międzynarodowe organizacje non-profit.
W jakich krajach obecnie Państwo działacie?
Obecnie działamy m.in. w Ukrainie, Etiopii, Tajlandii oraz w kilku krajach Azji Południowo-Wschodniej i innych rejonach świata, których nie ujawniamy publicznie.
Czy kiedykolwiek zrezygnowaliście Państwo z interwencji w jakimś miejscu z powodów niezależnych od was (np. presji politycznej, lokalnych warunków)?
O ile pamiętam, jeszcze nigdy się nie wycofaliśmy. Wierzymy, że zawsze jest jakiś sposób, by pomóc. Nawet jeśli wszyscy mówią, że to niemożliwe i nie warto próbować — my próbujemy. Robimy to z potrzeby pomocy naszym braciom i siostrom w tych miejscach. Czasem wymaga to niestandardowego podejścia lub nieszablonowej ścieżki, ale zawsze istnieje jakiś sposób.
Jak Pańska organizacja ocenia potrzeby lokalnych społeczności — czy prowadzone są konsultacje z mieszkańcami przed rozpoczęciem działań pomocowych?
Zawsze staramy się w pierwszej kolejności wysłuchać lokalnych społeczności. Czasami nie mamy kontaktów w danym regionie, ale czujemy, że powinniśmy pomóc, więc zaczynamy budować relacje, łączyć się z organizacjami działającymi na miejscu lub w sąsiednich obszarach i zdobywać wiedzę o lokalnych potrzebach. Działamy szybko, nawet jeśli droga nie jest jeszcze w pełni jasna i pewna.
Jakie cechy osobowości i kompetencje są dla Państwa kluczowe przy rekrutowaniu osób do działań w terenie?
Kluczową cechą, której szukamy u członków zespołu, jest miłość — ponad wszystko. Zwłaszcza w kontekście walki z handlem ludźmi, gdzie często trafiają osoby, które chcą być „bohaterami”, kierują się nienawiścią do handlarzy i działają z poczucia dumy czy ego. Choć walczymy ze złem, robimy to z miłością. Nawet handlarze ludźmi — choć muszą zostać zatrzymani — często sami byli wcześniej ofiarami.
Szukamy ludzi, którzy potrafią kochać swoich nieprzyjaciół. Inne ważne cechy to: gotowość do działania poza strefą komfortu, skłonność do działania, kreatywne rozwiązywanie problemów i odwaga, by próbować rzeczy, które nie są oczywiste.
Czy macie Państwo system wsparcia psychologicznego dla pracowników i wolontariuszy wracających z obszarów dotkniętych katastrofami lub konfliktami?
Współpracujemy z profesjonalistami z zakresu zdrowia psychicznego oraz z organizacjami religijnymi i misyjnymi, aby dbać o stan psychiczny naszego zespołu. Regularnie prowadzimy studia biblijne, codzienne rozmowy i sesje „debriefingowe” — zarówno w terenie, jak i po powrocie, by rozmawiać o trudnych doświadczeniach i lepiej się przygotować na następne.
Jakie działania UNIT+E prowadzi „w tle”, które nie trafiają do mediów, ale są kluczowe dla sukcesu misji?
Jest bardzo dużo szkoleń i przygotowań do sytuacji, które mogą się wydarzyć w terenie — odbywają się one, gdy jesteśmy w naszej bazie w USA. Obejmują one m.in. mobilność pojazdów, kondycję fizyczną, scenariusze medyczne, treningi z zakresu nadzoru, działań pod przykrywką, a także codzienną pracę nad sobą — poprawa o te 1% każdego dnia, by stawać się osobą, jaką trzeba być, by odpowiedzieć na Boże wezwanie do niesienia wolności, pomocy i miłości. Do tego dochodzi praca administracyjna i działania informacyjne — czyli szerzenie świadomości na temat naszej misji.